Historia

INFORMACJE OGÓLNE

NAZWA I ADRES

Klub Sportowy Jastrzębski Węgiel
ul. Reja 10
44-335 Jastrzębie Zdrój – Szeroka
tel./fax (0-32) 476 48 95

Hala Widowiskowo – Sportowa
Al. Jana Pawła II 6
44-335 Jastrzębie Zdrój
tel. (0-32) 476 12 01

ZARZĄD

Prezes Zarządu: Adam Gorol

PROKURENT: Arkadiusz Żydek

RADA NADZORCZA:

Przewodniczący Rady Nadzorczej: Stanisław Uchroński

Członek Rady Nadzorczej: Elfryda Liberda

Członek Rady Nadzorczej: Witold Szymura

SZKOLENIE
Mark Lebedew – I trener
Leszek Dejewski – II trener
Luke Reynolds – trener przygotowania fizycznego

Od GKS-u Jastrzębie do KS Jastrzębski Węgiel

 

1962 – Powstaje GKS Jastrzębie, w tym sekcja piłki siatkowej pod nazwą Jas Mos.

1980 – Awans GKS Jastrzębie do II ligi

1989 – Awans GKS Jastrzębie do I ligi. Trener: Waldemar Kuczewski.

1990 – IV miejsce w I lidze. Trenerzy: Waldemar Kuczewski i Zdzisław Grodecki.

1991 – Brązowy medal w I lidze. Gra w pucharze Europy. Trenerzy: Bronisław Orlikowski i Włodzimierz Kurek

1998 – IX miejsce KS Jastrzębie Borynia w ekstraklasie.

1999 – VII miejsce KS Jastrzębie Borynia w ekstraklasie.

2000 – V miejsce KS Jastrzębie Borynia w ekstraklasie.

2001 – III miejsce (brązowy medal) w ekstraklasie. Gra w pucharze Europy – III miejsce w grupie. Trener: Jan Such.

2001/2002 – Nowy sponsor oraz nowa nazwa klubu – KS Ivett Jastrzębie Borynia.

2002 – IV miejsce w ekstraklasie. Trener: Jan Such.

2002 – Występ w Pucharze Europy – I runda (II miejsce w grupie). Trener: Jan Such. Turniej rozegrany w Jastrzębiu Zdroju.

2003 – III miejsce (brązowy medal) w ekstraklasie. Trener: Jan Such

2004 – Zdobycie tytułu Mistrza Polski. Trener: Igor Prielożny

2004 – Nowy sponsor i nowa nazwa drużyny: KS Jastrzębski Węgiel

2006 – Wicemistrzostwo Polski – Trener: Ryszard Bosek

2007 – Wicemistrzostwo Polski – Trener: Tomaso Totolo

2009 – III miejsce (brązowy medal) w PlusLidze. Trener: Roberto Santilli

2010 – Wicemistrzostwo Polski – Trener: Roberto Santilli

2011 – 4 miejsce w Lidze Mistrzów

2013 – III miejsce (brązowy medal) w PlusLidze. Trener: Lorenzo Bernardi

2014 – III miejsce (brązowy medal) w PlusLidze. Trener: Lorenzo Bernardi

2014 – 3 miejsce w Lidze Mistrzów

Początki siatkówki w Jastrzębiu sięgają 1949 roku , kiedy to powstał LZS Jastrzębie, który swoje mecze rozgrywał w sanatorium Górnik. Jednak dopiero zawiązanie w 1962 roku wielosekcyjnego klubu GKS Jastrzębie, w którym znalazła się sekcja siatkówki Jas Mos rozpoczęło historię dzisiejszego – KS Jastrzębski Węgiel.

Przez osiemnaście lat drużyna siatkarzy z Jastrzębia miała raczej charakter lokalny i dopiero w „roku pełnoletności” awansowała do II ligi, która wówczas była zapleczem ekstraklasy. Od tej pory siatkarze z górniczego Jastrzębia zagościli na dobre w gronie drugoligowców, a w 1989 roku wywalczyli awans do I ligi, aby za dwa lata zdobyć swój pierwszy brązowy medal w mistrzostwach Polski. Był to pierwszy, ale jedyny w latach dziewięćdziesiątych sukces tego zespołu, który później niczym się nie wyróżniał, stanowiąc raczej tło dla drużyn walczących o medale.

Sytuacja ta radykalnie się zmieniła, kiedy szkoleniowcem siatkarzy grających pod szyldem KS Jastrzębie Borynia został w 1999 roku zwolniony z Mostostalu Jan Such. Dwa lata później jego podopieczni znów wrócili na podium, zdobywając drugi w historii brązowy medal, a po roku przerwy powtórzyli swój sukces.

Sezon 2003/2004 był jak do tej pory najbardziej udany dla siatkarzy z Jastrzębia. Trenerem został Słowak – Igor Prelożny – i to on doprowadził jastrzębian do pierwszego tytułu mistrzowskiego. Po dominacji Mostostalu po raz pierwszy od kilku lat na krajowej arenie pojawił się inny zespół, który od drugiej kolejki wyraźnie prowadził w tabeli i do play-offów startował z pierwszego miejsca. W pojedynku o czwórkę stoczył pasjonujący zwycięski pięciomecz z Pamapolem, a w finale pokonał głównego kandydata do „złota”, czyli faworyta w ocenie fachowców – PZU AZS Olsztyn, wzmocniony wówczas przez Pawła Papke i Pawła Zagumnego.

Obrona tytułu okazała się jednak za trudna dla Jastrzębskiego Węgla, bo taką nazwę przyjął klub po zdobyciu mistrzostwa i zyskaniu nowego sponsora w postaci Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Odejście Piotra Gabrycha i Krzysztofa Wójcika na tyle osłabiły zespół, że w kolejnym sezonie zajął on dopiero czwarte miejsce. Jednak władze klubu solennie zapowiedziały rychły powrót na tron i w czasie przerwy transferowej do wykonania tego zadania rzetelnie się przygotowały, o czym napiszemy już w następnym rozdziale.

Ruchy transferowe Zarządu przed kolejnym sezonem były rzeczywiście imponujące. Najpierw pozyskano powracającego z ligi rosyjskiej Łukasza Kadziewicza, później Grzegorza Szymańskiego, który rozegrał znakomity poprzedni sezon w Częstochowie, załatano dziurę po odejściu Pawla Chudika fińskim rozgrywającym, który okazał się najsłabszym punktem zespołu, a na miejsce Grzegorza Pilarza przyszedł z Warszawy Kuba Bednaruk, jak się okazało – pierwszy rozgrywający. Na hit transferowy kibice jednak dość długo musieli czekać. Okazał się nim Plamen Konstantinov – gwiazda bułgarskiej siatkówki, którego w swoich szeregach chciałby mieć niejeden zespól ligowy w Europie. Na koniec przyszedł czas na kolejnego Bułgara – Iwaiło Stefanowa. Tak uzbrojeni jastrzębianie przystąpili do walki o powrót na tron, co zresztą zapowiadały władze już przed sezonem.

Początkowo podopieczni Igora Prielożnego grali jednak poniżej możliwości i oczekiwań. W bezpośrednich spotkaniach z kandydatami do strefy medalowej udało im się wygrać jedynie z PZU Olsztyn 3:2. W Pucharze Polski również nie weszli do finału, przegrywając z późniejszym zdobywcą tego trofeum. Te wszystkie niepowodzenia, a zwłaszcza atmosfera panująca w zespole sprawiły, że władze pożegnały się z Igorem Prielożnym, zatrudniając na jego miejsce Ryszarda Boska. Pociągnięcie to okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Zmiana trenera nie przyniosła, co prawda, od razu skutku, drużyna przegrała dość sensacyjnie w X kolejce z Resovią Rzeszów, ale później było już tylko lepiej. Zmienił się przede wszystkim styl gry i fachowcy coraz częściej wymieniali podopiecznych Ryszarda Boska wśród kandydatów do „złota”.

W play-offach jastrzębianie rozbili najpierw Mostostal, później potrzebowali tylko trzech spotkań, by „przejść” Wkręt-Met i o tytuł mistrzowski przyszło im zmierzyć się z obrońcą tytułu – Skrą Bełchatów. Kontuzje Konstantinova, Laurilli i Michalczyka znacznie osłabiły zespół, któremu udało się wygrać tylko jeden mecz w finale, ale „srebro” tym razem było sukcesem zespołu, który potrafił się podnieść po początkowej fazie rozgrywek i odbudować swoje morale. W play-offach swoją klasę pokazał grający z kontuzją kręgosłupa Plamen Konstantinov, który okazał się prawdziwym liderem zespołu i o którego pozyskanie na kolejny sezon zaczęli zabiegać działacze Jastrzębia.

Przed sezonem 2006/2007 odszedł z zespołu Plamen Konstantinov, ale udało się pozyskać powracającego z Włoch do Polski Dawida Murka, więc siła drużyny na przyjęciu nie osłabła, a ponadto pozyskano nowego rozgrywającego Nikolę Ivanova, reprezentanta Bułgarii. Zarząd po raz kolejny obiecywał walkę o złoty medal. Jednak w lidze jastrzębianie nie zachwycali. Drużyna grała bez wyrazu, nieskutecznie, coraz głośniej mówiło się o konfliktach w zespole.

Kiedy zespól przegrał u siebie 3:2 z AZS-em Częstochowa, prowadząc już 2:0, a wcześniej uległ Jadarowi Radom i PZU Olsztyn oraz odpadł w ćwierćfinale Pucharu CEV posadę stracił Ryszard Bosek, a na jego miejsce ściągnięto z Włoch w ekspresowym tempie Tomasa Totolo, który nie tylko szybko zyskał popularność wśród kibiców, ale też potrafił uruchomić potencjał tkwiący w drużynie.

Co prawda tylko jedna piłka dzieliła Jastrzębie od klęski, jaką byłaby dla naszpikowanego gwiazdami zespołu porażka w I rundzie play-off z Mostostalem, ale później podopieczni włoskiego trenera grali coraz lepiej, chociaż wciąż nierówno. W ćwierćfinałach pokonali PZU, wygrywając dwa razy na parkiecie rywala. To po drugim meczu Daniel Pliński powiedział: „Tworzymy zespół, można nawet powiedzieć monolit, podnieśliśmy się i pokazaliśmy, że naprawdę jesteśmy drużyną, w co wielu wątpiło albo nawet wciąż wątpi. Wciąż musimy to udowadniać, koncentrować się, jeśli mamy trudne momenty, po prostu musimy to przetrzymać i pokazać charakter. W Olsztynie to zrobiliśmy.”

Na koniec zafundowali swoim kibicom wspaniały finał ze Skrą, w którym do końca nie wiadomo było, kto włoży na głowę królewską koronę. Ostatecznie w pięciu meczach lepsza okazała się Skra, ale tych finałów jastrzebianie nie musieli się wstydzić.

„No cóż… wypada pogratulować zespołowi Skry. Męczyliśmy się w tym sezonie, prawie graliśmy o miejsca 5-8. Przed tym sezonem w mojej opinii Skra pod względem personalnym miała trzecią drużynę. Według mnie Jastrzębie i Olsztyn był personalnie silniejsze. Mimo to ułożyła sobie bardzo dobrze wszystkie klocki. Dzisiaj wydawało się, że to my kontrolujemy to spotkanie, od początku prowadziliśmy, mieliśmy bardzo dużo kontr. Skra podniosła się w drugim secie. Przykre jest to, że ja Łukasz i Grzesiek przez 12 miesięcy zdobyliśmy trzy srebrne medale. To trochę bolesne. Jesteśmy chyba skazani na to drugie miejsce. Chyba czas wyjeżdżać z kraju. Jest mi bardzo przykro, że nie przywieziemy do Jastrzębia złotego medalu. Jeszcze trzy miesiące temu bralibyśmy to wicemistrzostwo w ciemno. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia.Po pierwszym, wygranym meczu w Bełchatowie, niestety przespaliśmy drugie i trzecie spotkanie.” – skomentował wicemistrzostwo polski kapitan Jastrzębskiego Węgla.

Po zakończeniu sezonu 2006/2007 z Jastrzębiem pożegnali się Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński i Grzegorz Szymański, a na ich miejsce zakontraktowano powracającego z Rosji do kraju Roberta Prygla i Evgeni Ivanova ze Skry Bełchatów. Zespól wydawał się słabszy i taką też lokatę zajął w PLS-ie, plasując się tuż za podium. Swoim sympatykom zawodnicy ogromną radość sprawili podczas Pucharu Polski, eliminując po zaciętym pięciosetowym spotkaniu w Poznaniu obrońcę tytułu – Skrę Bełchatów. Miało to dobrze wróżyć przed finałem i play-offami. Dzień później trofeum zdobył zespół z Częstochowy pod wodzą Radosława Panasa. Ta sama drużyna wyeliminowała Jastrzębie w półfinale Polskiej Ligi Siatkówki i cieszyła się ze srebrnego medalu mistrzostwa Polski.

Po wywalczeniu srebrnego medalu Mistrzostw Polski i prawa startu w Lidze Mistrzów wydawało się, że KS Jastrzębie będzie chciał utrzymać skład i w tym mocnym zestawieniu podejmie walkę o najwyższe cele. Srebrnego zespołu nie udało się jednak zatrzymać na Śląsku. Pierwszy decyzję o powrocie do Włoch podjął trener Tomaso Totolo, który został drugim szkoleniowcem Sisleya Treviso. Po sezonie z Jastrzębiem pożegnali się trzej wicemistrzowie świata – Daniel Pliński w poszukiwaniu złota przeniósł się do Bełchatowa, Łukasz Kadziewicz wyjechał szlifować swoje umiejętności do beniaminka Serie A – Sparklingu Mediolan, a Grzegorz Szymański wybrał ofertę AZS Olsztyn. Kierunek włoski wybrał także Jakub Bednaruk, a Przemysław Michalczyk zasilił zespół warszawskiej Politechniki.
Działacze z Jastrzębia nie zasypiali jednak gruszek w popiele. Miejsce Totolo zajął jego rodak –Robrto Santilli. Dziurę na środku zapełnić mieli Evgeni Ivanow, Wojciech Jurkiewicz i Patryk Czarnowski. Robert Prygiel, który był już jedna nogą w Radomiu, ostatecznie przyjął jednak ofertę Jastrzębskiego i został „pierwszą armatą” drużyny z Szerokiej. Nikolaia Ivanowa na środku miał wspierać Grzegorz Łomacz. Mimo poważnych zmian w składzie zawodnicy i działacze zapowiadali walkę o pierwszą czwórkę PLS-u.

            Polska Liga Siatkówki

Początek sezonu pokazał, że nie będzie to łatwe zadanie. Jastrzębianie rozpoczęli ligę od zwycięstwa nad Delectą Bydgoszcz 3:2, jednak sensacyjna porażka wicemistrzów Polski wisiała w tym spotkaniu na włosku. Zawodnicy Delecty prowadzili już 2:0, ale nie potrafili utrzymać koncentracji do końca meczu i ostatecznie ulegli zespołowi ze Śląska. To co udało się w Bydgoszczy, nie udało się w Bełchatowie. KS Jastrzębie uległ dość gładko mistrzowi Polski 0:3, mimo że w poszczególnych partiach mogliśmy oglądać zaciętą walkę (wszystkie sety zakończyły się wynikiem 25:23). Trener Santilli podkreślał po meczu, że obie drużyny stoczyły wyrównany bój, a o zwycięstwie Skry zadecydowały końcówki setów. W kolejnych dwóch spotkaniach jastrzębianie podejmowali brązowych medalistów z poprzedniego sezonu – Mlekpol AZS Olsztyn oraz beniaminka – Płomień Sosnowiec. Mecz z akademikami był niezwykle zacięty i mógł się podobać publiczności. Ostatecznie to goście rozstrzygnęli tie breaka na swoją korzyść. W ich szeregach bardzo dobrze spisywał się Grzegorz Szymański, który bezlitośnie wbijał gwoździe w boisko swoich niedawnych kolegów. Kapitan Jastrzębskiego – Dawid Murek po meczu cieszył się z zespołowości, jaką pokazali jego koledzy, wyraził też nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości. Okazja do udowodnienia tej tezy przyszła bardzo szybko. Do Jastrzębia zawitał Płomień Sosnowiec, który jak się okazało, nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. Gospodarze zwyciężyli pewnie 3:0, jednak po czterech kolejkach zajmowali dopiero szóste miejsce w tabeli.
Po tygodniowej przerwie w rozgrywkach KS Jastrzębie miał się zmierzyć na gorącym częstochowskim terenie z AZS Częstochowa. Wicemistrzowie Polski nie sprostali jednak bardzo dobrze serwującym gospodarzom, szczególnie dali się im we znaki Krzysztof Gierczyński i były jastrzębianin Marcin Wika. Porażka 1:3 nie była dramatem, ale sprawiła, że zespół ze Śląska tracił dystans do najlepszych w tabeli PLS-u. Okazją do podreperowania swojego dorobku było spotkanie z Resovią Rzeszów. Po raz kolejny jastrzębianie stworzyli znakomite widowisko. Pięciosetowy bój lepiej wytrzymali gospodarze i to oni po meczu cieszyli się z dwóch punktów. W ich szeregach z dobrej strony pokazał się Paweł Siezieniewski, który zastąpił Igora Yudina, na parkiecie gości szalał zaś w obronie Krzysztof Ignaczak. Mimo zwycięstwa 3:2 KS Jastrzębie nadal zajmował szóste miejsce w tabeli i swojej szansy na powiększenie dorobku punktowego musiał szukać w kolejnych spotkaniach. Wyjazdowy mecz z ZAK S.A. Kędzierzyn Koźle miał być pierwszą ku temu okazją. Gospodarze postawili jednak jastrzębianom twarde warunki i po pięciosetowej walce zwyciężyli 3:2. Niewątpliwie na taki wynik miała wpływ absencja dwóch podstawowych graczy w drużynie JKSu. Igor Yudin i Evgeni Ivanow wyjechali ze swoimi reprezentacjami na Puchar Świata, zatem na środku musiał pojawić się nie do końca wyleczony Patryk Czarnowski. „Muszę grać tymi zawodnikami, których mam” – mówił po meczu w Kędzierzynie Roberto Santilli. Przed przerwą przeznaczoną dla reprezentacji Jastrzębie miało jeszcze w tym osłabieniu rozegrać spotkanie z Jadarem Radom. Dzięki znakomitej grze Dawida Murka i Roberta Prygla wicemistrzowie Polski zwyciężyli 3:0, co pozwoliło im zbliżyć się na jeden punkt do bezpośrednich sąsiadów w tabeli – drużyny z Kędzierzyna i spokojnie przygotowywać się do dalszej części sezonu.
Drużyna z Jastrzębia wznowiła rozgrywki ze zmianą w składzie. Z zespołem pożegnał się Paweł Siezieniewski, który wrócił do Olsztyna i zasilił szeregi Mlekpolu AZS. Na jego miejsce w trybie awaryjnym zatrudniono Brazylijczyka – Rafaela de Souza Lins. – Jego brak będzie odczuwalny. To przecież jeden z najlepszych przyjmujących w naszej lidze – mówił o Siezieniewskim kapitan KSu Dawid Murek. Podkreślał jednak, że jastrzębianie są zmobilizowani i zmotywowani do dalszej walki. – Jedziemy do Warszawy po zwycięstwo – teraz chcemy nazbierać jak najwięcej punktów, bo kilka »oczek« niepotrzebnie nam uciekło. Jak zapowiedzieli, tak zrobili. Po emocjonującym spotkaniu Jastrzębski pokonał Politechnikę 3:1. Szczególnie zacięta była trzecia partia, w której goście wykorzystali dopiero jedenastego setbola. Mocnym punktem swojego zespołu był Robert Prygiel, wybrany zresztą mvp meczu. Na półmetku rundy zasadniczej KS z 15 punktami na koncie zajmował szóstą pozycje w tabeli, co było wynikiem zdecydowanie poniżej oczekiwań kibiców, działaczy i samych zawodników.

Rundę rewanżową wicemistrzowie Polski rozpoczęli od mocnego uderzenia. We własnej hali pokonali Delectę Bydgoszcz 3:0. Bydgoszczanie tylko w drugim secie stawili silniejszy opór gospodarzom, którzy dominowali w zasadzie w każdym elemencie. To zwycięstwo pozwoliło KS Jastrzębie wdrapać się na piątą pozycję i dawało szansę na skuteczny pościg za najlepszymi. Optymistyczne nastroje popsuła wiadomość o poważnej kontuzji Michała Kamińskiego. Rezerwowy atakujący KS złamał kość śródstopia, co wykluczyło go w zasadzie z gry do końca sezonu, pozostawiając jednocześnie Roberta Prygla bez zmiennika. Nie przeszkodziło to jednak jastrzębianom w odniesieniu spektakularnego zwycięstwa w rozegranym awansem spotkaniu z Resovią. Ogłuszający doping na Podpromiu nie wytrącił gości z równowagi, a zwycięstwo 3:0 satysfakcjonowało wszystkich związanych z klubem i umożliwiło zespołowi ze Śląska awans na trzecie miejsce w tabeli. W przerwie świąteczno-reprezentacyjnej KS Jastrzębie w mocno okrojonym składzie wziął udział w międzynarodowym turnieju Fortis Cup. Zmierzył się w nim z drużynami Piet Zoomers Apeldoorn, VC Handelsgids Averbode oraz Noliko Maaseik. Jastrzębianie zajęli drugie miejsce ulegając w finale Noliko Maaseik 1:3. Tuż przed powrotem do ligowej rzeczywistości zawodnicy KSu rozegrali sparingowe spotkanie z ZAK S.A. Kędzierzyn Koźle, w którym ulegli gościom 1:3. Nie był to najlepszy prognostyk przed hitem, jakim zapowiadano pojedynek wicemistrzów z mistrzami Polski. Spotkanie jedenastej kolejki stało na bardzo wysokim poziomie. Kibice, którzy szczelnie wypełnili halę na Szerokiej robili, co mogli, żeby wspomóc swoich ulubieńców. Ostatecznie gospodarze wygrali 3:2 i mogli cieszyć się z pokonania utytułowanego rywala. Tym większym zaskoczeniem były męczarnie jakie sobie i swoim kibicom zafundowali jastrzębianie w następnej kolejce. Spotkanie w Sosnowcu miało być tym z gatunku łatwych, lekkich i przyjemnych, tym bardziej, że w Płomieniu zabrakło kontuzjowanego Marcina Grygiela. Tymczasem po czterech setach to gospodarze prowadzili 2:1. Zawodnikom KS Jastrzębie udało się zmobilizować na tyle, żeby wyjść z opresji obronną ręką i wygrali ostatecznie 3:2. Strata jednego punktu zaowocowała jednak ponownym wypadnięciem z pierwszej czwórki. Tymczasem już tydzień później czekał jastrzębian wyjazd do Olsztyna i pojedynek z zajmującym trzecie miejsce AZSem. Drużyna ze Śląska przystąpiła do tego spotkania niezwykle zmotywowana. Znakomite zawody rozegrał Dawid Murek, zasłużenie wybrany graczem meczu. Goście wygrali 3:1 i wywieźli z trudnego terenu cenne trzy punkty, mimo iż olsztynianie byli bliscy doprowadzenia do tie breaka. Jednak to wicemistrzowie Polski zachowali w końcówce czwartego seta więcej zimnej krwi i determinacji. Po tym budującym zwycięstwie jastrzębianie z optymizmem czekali na gości z Częstochowy. Akademicy szybko jednak sprowadzili ich na ziemię. Mimo walecznej postawy gospodarzy i zaciętej walki na parkiecie, to częstochowianie wyszli zwycięsko z tego pojedynku. Porażka 1:3 była bolesna, tym bardziej, że drużynę KSu pogrążył były zawodnik tego klubu – Marcin Wika. Kolejne spotkanie KS Jastrzębie rozgrywał ze swoim odwiecznym rywalem – drużyną z Kędzierzyna Koźla. Robert Prygiel poprowadził swój zespół do wygranej 3:0, ale wbrew pozorom nie był to łatwy pojedynek. Wszystkie sety kończyły się wynikiem 25:23, a o zwycięstwie gospodarzy zadecydowały lepiej rozegrane zacięte końcówki. Podobnie sytuacja wyglądała w kolejnym, przedostatnim meczu rundy zasadniczej. Spotkanie z Jadarem było zacięte, a o zwycięstwie znowu decydowała zimna głowa w końcówkach setów. Tutaj decydujące było ogromne doświadczenie wicemistrzów Polski. Jastrzębianie wywieźli z Radomia trzy punkty, które pozwoliły im umocnić się na trzecim miejscu w tabeli. W ostatnim spotkaniu tej fazy rozgrywek KS Jastrzębie podejmował warszawską Politechnikę. Warszawianie walczyli o utrzymanie się w PLSie, gospodarze – o utrzymanie trzeciego miejsca w tabeli. Cel osiągnęła tylko drużyna z Jastrzębia, dość łatwo pokonując gości 3:1, a najlepszym graczem meczu wybrano jastrzębskiego libero – Pawła Ruska. Wygrana z warszawskim zespołem oznaczała, że – tradycyjnie już – w pierwszej rundzie play off KS Jastrzębie zmierzy się z ZAK S.A. Kędzierzyn Koźle.

            Play-offy

            Spotkania z odwiecznym rywalem z Kędzierzyna nie mogły niczym zaskoczyć podopiecznych trenera Santillego. Wydawało się, że jastrzębianie znają przeciwników na wylot i nie będą mieli problemu z rozstrzygnięciem tej rywalizacji na swoją korzyść. Tymczasem pierwszy mecz na Szerokiej mocno ostudził nastroje gospodarzy. Niespodziewanie ulegli dość łatwo drużynie popularnej ZAKSY 1:3. Jastrzębianie popełniali zbyt wiele błędów własnych, nie potrafili też zatrzymać Jakuba Novotnego i Bartosza Kurka, sami natomiast mieli problemy z przebiciem się przez blok gości. Stan rywalizacji wynosił 0:1, a przed zespołem z Szerokiej pojawiło się widmo ubiegłorocznego horroru, gdy dopiero piąty mecz zadecydował o ich awansie do pierwszej czwórki. Obraz ten musiał dość mocno poruszyć zawodników, bo do drugiego meczu na swojej hali przystąpili niezwykle skoncentrowani. Gospodarze bardzo dobrze serwowali, w obronie szalał Paweł Rusek, a jastrzębski blok co rusz powstrzymywał ataki kędzierzynian. Wygrana 3:0 pozwalała wicemistrzom Polski spokojnie przygotowywać się do rewanżowych spotkań w Kędzierzynie, które mieli rozegrać już po finałowym turnieju Pucharu Polski.
Trzeci mecz pokazał, że to jastrzębianie są faworytem w tej parze. Łatwo zwyciężyli 3:0, a gospodarze nie byli w stanie zagrozić bardzo dobrze grającym zawodnikom Jastrzębia prowadzonym przez mvp spotkania – Dawida Murka. Dzień później goście stanęli przed szansą zakończenia rywalizacji i awansu do pierwszej czwórki mistrzostw Polski. Jastrzębianie, którzy nie chcieli powtórki emocji sprzed roku, nie wypuścili okazji z rąk i postawili w czwartym meczu „kropkę nad i”. Wygrana 3:1 dała podopiecznym trenera Santillego przepustkę do czwórki najlepszych zespołów PLSu. W półfinale czekała zespół KS Jastrzębie przeprawa z rewelacyjnie spisującym się w lidze i świeżym zdobywcą Pucharu Polski AZSem Częstochowa.
W pierwszym meczu drużyny stoczyły zacięty bój, z którego obronną ręką wyszli jastrzębianie. Zwycięstwo 3:1 na tak gorącym i trudnym terenie dawało im pewną przewagę psychiczną przed kolejnymi spotkaniami. Z bardzo dobrej strony pokazał się mvp meczu Robert Prygiel, który przyznał, że jego drużyna przystąpiła do spotkania bardzo zmobilizowana. Przestrzegał tez przed hurraoptymizmem w podejściu do kolejnych pojedynków. „Częstochowa to bardzo dobry zespół” – mówił jastrzębski atakujący. Nie wiadomo, czy akademicy wzięli sobie do serca słowa przeciwników. Faktem jest, że w drugim spotkaniu wzięli rewanż i wygrali z KS Jastrzębie 3:1, wyrównując stan półfinałowej rywalizacji. Częstochowianie wzmocnili zagrywkę, z którą nie radził sobie trapiony dolegliwościami zdrowotnymi Dawid Murek. Problemy w przyjęciu przekładały się na budowanie akcji ofensywnych, widać było, że gościom wyraźnie brakuje sił. Po świętach obie drużyny miały spotkać się w Jastrzębiu na hali Jastor, a walka rozpoczynała się w zasadzie od zera. Ku zdziwieniu miejscowych kibiców, Częstochowa od początku przejęła inicjatywę w trzecim meczu. Goście byli lepsi w każdym elemencie sztuki siatkarskiej, znakomite zawody rozegrał kierujący grą AZSu Paweł Woicki. Zwycięstwo akademików 3:0 przybliżało ich do finału mistrzostw Polski, jastrzębian zaś stawiało pod ścianą w kolejnym starciu. Następnego dnia okazało się, że gospodarzom służy presja i przysłowiowy „nóż na gardle”. Dość łatwo rozprawili się z przeciwnikiem i dzięki zwycięstwu 3:0 przedłużyli swoje szanse na udział w wielkim finale. Jastrzębianie znowu uruchomili trudną zagrywkę, skutecznymi atakami popisywali się Dawid Murek oraz Rafa, nieźle na środku zaprezentował się Patryk Czarnowski. O tym, która z drużyn będzie walczyć ze Skrą Bełchatów o tytuł mistrza Polski miał zadecydować piąty mecz, rozegrany w Częstochowie.
Przed ostatnim spotkaniem fachowcy zgodnie twierdzili, że trudno wskazać faworyta tego starcia. Wszyscy spodziewali się zaciętej walki o każdy punkt. Tymczasem częstochowianie dość łatwo zwyciężyli w pierwszym secie 25:15. Jastrzębski poderwał się jednak do walki. Drugi set toczył się na bardzo wyrównanym poziomie, a goście jak lwy bronili kolejnych piłek setowych. Ostatecznie to AZS okazał się lepszy w końcówce i wygrał ta partię 33:31. Wydaje się, że ta porażka podcięła skrzydła jastrzębianom. W dalszym ciągu popełniali za dużo własnych błędów, co w konsekwencji spowodowało, że ulegli gospodarzom 22:25 i 0:3 w całym meczu. Zawodnikom KS Jastrzębie pozostała zatem rywalizacja w finale pocieszenia, gdzie w walce o brązowy medal mieli się zmierzyć z Mlekpolem AZS Olsztyn.
Dla obu zespołów walka w małym finale była wynikiem poniżej oczekiwań, obie drużyny docelowo miały walczyć o najwyższe trofeum. Żadna z nich nie chciała jednak zająć tak nielubianego przez sportowców czwartego miejsca. Pierwszy mecz w Jastrzębiu był niezwykle zacięty. Dopiero piąty set zadecydował o tym, że akademicy zrobili pierwszy krok do brązowego medalu. Miejscowi kibice mieli nadzieję, że następnego dnia ich zespół podejmie walkę z akademikami. Olsztynianie nie zamierzali jednak wyhamować rozpędzonej maszyny. Zawodnicy KS Jastrzębie wyglądali na bezsilnych, mimo to toczyli twardą walkę z przeciwnikiem. Dwa pierwsze sety przegrali minimalnie, w trzecim rzucili na szalę wszystkie swoje atuty, wstrzelili się zagrywką, co przyniosło im zwycięstwo w tej partii 25:18. Czwarty i ostatni set toczył się jednak pod dyktando akademików. Goście skutecznie atakowali, a ich blok nie pozwalał na wiele atakującym jastrzębian. Ostatecznie mecz wygrał AZS i z dwoma zwycięstwami na koncie wydawał się faworytem rewanżowych spotkań w Olsztynie. Zawodnicy śląskiej drużyny zapowiadali walkę do końca, chociaż podkreślali zmęczenie trudnym i długim sezonem. „Nie odpuścimy rywalizacji, będziemy walczyć dalej i mam nadzieję, że wrócimy do Jastrzębia na piąty mecz. Cały sezon graliśmy praktycznie jedną szóstką i być może trochę zabrakło nam sił.” – mówił przed wyjazdem na Warmię Grzegorz Łomacz. Okazało się jednak, że łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Trzeci mecz o brązowy medal był w zasadzie formalnością. KS Jastrzębie jedynie w trzecim – ostatnim secie stoczył wyrównaną walkę z gospodarzami. Ostatecznie przegrał jednak 25:27, w meczu 0:3, podobnie jak w całej rywalizacji i zespół ze Śląska zajął ostatecznie czwarte miejsce.

Puchar Polski

Z uwagi na dopiero szóste miejsce po pierwszej rundzie zasadniczej KS Jastrzębie nie uzyskał bezpośredniego awansu do turnieju finałowego. W VI rundzie, decydującej o tym, kto zagra w Poznaniu, los skojarzył jastrzębian z Delectą Bydgoszcz, z którą na swoim terenie mieli rozegrać jeden mecz decydujący o być albo nie być w Pucharze Polski. Podopieczni trenera Santillego byli zdecydowanym faworytem tej potyczki, tymczasem goście postawili im bardzo trudne warunki. Ostatecznie dopiero tie break rozstrzygnął, że to zawodnicy Jastrzębia 7 marca stawili się w Poznaniu, aby walczyć z najlepszymi o Puchar Polski. Przed finałowym turniejem zawodnicy zapowiadali walkę o najwyższe cele. „Chcemy zdobyć to trofeum. Jastrzębie nigdy w historii nie miało Pucharu Polski, więc czas najwyższy.”- mówił Robert Prygiel. Pierwszy krok okazał się być nadspodziewanie łatwy. Resovia Rzeszów przystąpiła do spotkania z Jastrzębskim w dość eksperymentalnym składzie i nie sprawiła wicemistrzom Polski większych problemów. Jastrzębianie wygrali 3:1 i mogli przygotowywać się mentalnie do półfinału, w którym czekała na nich Skra Bełchatów. W tym meczu zawodnicy z Szerokiej rzucili na szalę wszystkie swoje atuty. Znakomicie serwowali, czym odrzucili bełchatowian od siatki, a jastrzębski blok skutecznie utrudniał życie atakującym Skry. Dzięki temu po dwóch setach jastrzębianie prowadzili 2:0 i w Poznaniu zapachniało sensacją. Wtedy do odrabiania strat rzucili się mistrzowie Polski. Poprawili znacznie przyjęcie zagrywki, co miało przełożenie na grę ofensywną. Bełchatowianie wyrównali straty i doprowadzili do tie breaka. W piątym secie w szeregach jastrzębian ponownie zafunkcjonowały zagrywka oraz blok, z którym nie radzili sobie zawodnicy Skry. To pozwoliło drużynie KS Jastrzębie zwyciężyć i sprawić sporą niespodziankę, jaką niewątpliwie było wyeliminowanie zespołu z Bełchatowa. Trzeba było jednak szybko zapomnieć o tym sukcesie, bo dzień później w finale czekał jastrzębian pojedynek z AZS Częstochowa.
Mecz finałowy stał na bardzo wysokim poziomie. Częstochowianie nieznacznie wygrali dwie pierwsze partie (do 23 i 22), w trzecim secie lepszy okazał się zespół z Jastrzębia. Wszyscy zapamiętali spektakularną akcję kapitana KSu Dawida Murka, który najpierw wyciągnął piłkę prawie spod krzesełek, po czym zdążył się pozbierać i skutecznie zaatakować z sytuacyjnej wystawy. Gra pełna poświęcenia kosztowała jednak jastrzębian dużo sił, których zabrakło w czwartym secie. Po pasjonującej końcówce, gdzie oglądaliśmy fantastyczną walkę obu zespołów, AZS Częstochowa wygrał tę partię 32:30 i zdobył Puchar Polski. KS Jastrzębie na pocieszenie pozostał tytuł najlepszego przyjmującego dla Dawida Murka, chociaż zdaniem wielu to właśnie kapitan jastrzębian zasłużył na tytuł mvp całego turnieju.

Liga Mistrzów

            Drugie miejsce w ubiegłorocznym finale mistrzostw Polski oznaczało, że KS Jastrzębie zagra w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Wicemistrzowie naszego kraju trafili do grupy E, razem z mistrzem Włoch Sisleyem Treviso, belgijskim Knack Randstad Roeselare oraz Piet Zoomers/D Apeldoorn z Holandii. Wokół udziału drużyny z Jastrzębia w tych rozgrywkach od początku było dużo szumu. Hala na Szerokiej nie spełnia europejskich wymogów, w związku z tym jastrzębianie mieli swoje mecze rozgrywać na miejscowym lodowisku Jastor, co wiązało się z dostosowaniem terminów do ligi hokeja. Kontrowersje wzbudziła też decyzja klubu o prawach do transmisji telewizyjnych spotkań jastrzębskiej drużyny. Zawodnicy jednak nie przejmowali się zawirowaniami i zapowiadali walkę o wyjście z grupy.

Otwarcie rozgrywek nie było udane dla jastrzębian, w Roeselare ulegli gładko gospodarzom 0:3, a tydzień później na własnym terenie w tie breaku nie dali rady włoskim potentatom z Treviso. Sisley, z którym powrócił do Jastrzębia owacyjnie witany trener Tomaso Totolo, wywiózł ze Śląska cenne punkty. Mecz z mistrzami Włoch mógł jednak napawać optymizmem. Zawodnicy walczyli z utytułowanym przeciwnikiem jak równy z równym, podeszli do meczu bez kompleksów i niewiele zabrakło, żeby cieszyli się z wygranej. Na pierwsze zwycięstwo w LM musieli jednak poczekać do trzeciego spotkania. W Holandii Jastrzębie dość łatwo wygrał z miejscowym Piet Zoomers/D Apeldoorn 3:1, a tydzień później u siebie pokonał Belgów 3:0, co dało zespołowi z Szerokiej awans na drugie miejsce w grupowej tabeli. W styczniu, po miesięcznej przerwie w rozgrywkach, jastrzębianie udali się do Włoch na rewanżowy mecz z Sisleyem, który rozegrano w nadmorskim Jesolo, gdzie oba zespoły zaprosił jeden ze sponsorów klubu z Treviso. Niespodzianką dla jastrzębian było spotkanie z niedawnym klubowym kolegą – Jakubem Bednarukiem, który odwiedził ich dzień przed meczem. Samo spotkanie Sisleya z Jastrzębskim toczyło się w dość leniwej i sennej atmosferze. Gospodarze wygrywając pierwszego seta zapewnili sobie awans do kolejnej rundy i można było odnieść wrażenie, że postanowili się nie przemęczać. W niczym nie umniejsza to jednak zasług jastrzębian. Wykazali oni hart ducha i wolę walki do samego końca, co zaowocowało zwycięstwem 3:1. Pokonanie mistrzów Włoch na ich własnym terenie nie uskrzydliło zawodników z Jastrzębia tak, jak można się było spodziewać. W ostatniej grupowej kolejce ulegli u siebie Knack Randstad Roeselare 1:3, ale mimo tej porażki kibice mogli się cieszyć z awansu KSu do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.

Losowanie nie było łaskawe dla drużyny z Jastrzębie, która trafiły na mistrza Rosji – zespół Dinamo-Tattransgaz Kazań. Po pewnych perturbacjach związanych z wizami dla zawodników, jastrzębianie dotarli do Kazania na pierwszy mecz. Okazało się, że Rosjanie mieli nasz zespół doskonale rozpracowany, raz po raz wysoki blok zatrzymywał jastrzębskich skrzydłowych, w dodatku przeciwnicy znakomicie serwowali. Po godzinie i 15 minutach było już po meczu, a wyraźna porażka 0:3 nie napawała optymizmem przed rewanżem w Jastrzębiu. Tymczasem wicemistrzowie Polski podjęli rękawicę i zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Wygrali pierwszego seta 25:16, co dało kibicom nadzieję, że sensacja staje się możliwa. Rosyjski zespół pokazał, że nie zamierza wypuszczać okazji z rąk i zwyciężając w drugim secie zapewnił sobie awans do kolejnej fazy, co dla jastrzębian oznaczało pożegnanie z Ligą Mistrzów. Było to jednak pożegnanie w dobrym stylu. Po tie breaku KS Jastrzębie pokonał Dynamo 3:2 i nasi zawodnicy mogli z podniesioną głową zejść z placu boju.